Koniec.

*** (oślepłam odkąd jej nie ma)

oślepłam odkąd jej nie ma
nie widzę światła
ona była moim wszystkim
córka – słońce
córka – gwiazda
śpiew ptaków
jest trenem żałobnym
grabarzami – korzenie kwiatu

zasadziłam jeden
który zapachem
przypomina
o jej nieobecności

jestem biedną kobietą
matką – garści piachu

Halina Poświatowska

Znajdź brakujący element

Ochraniacz

(Odpowiedź na dole wpisu)

Obrastamy w różne dzieciowe akcesoria – mamy chustę, fotelik, łóżeczko z materacem, a nawet unikalnym dinozaurowym ochraniaczem-obijaczem, uszytym własnoręcznie dzięki wiekowej maszynie marki Łucznik Panny J. (wielkie dzięki!). Pracuję nad mobile z rybkami, ale same rybki mogą być nudne, więc kombinuję inne stwory podwodne. Niech ma Dziecko trochę ciekawszej fauny niż pieski i kotki wokół siebie. ;)

No i tak sobie czekamy. Straszą mnie, że jak już Dziecina wyjdzie na świat, to nie będzie na nic czasu, więc dodatkowo nadrabiam również sprzątanie (co jacyś napuszeni psychologowie nazwali “syndromem wicia gniazda”, a jest po prostu zapobiegliwością…) i kulinaria (mam już mnóstwo foremek na muffinki i eksperymentuję z przepisami :)).

Gazpacho

50 dag pomidorów, mały ogórek, 1 cebula, łyżka oliwy, garść ziół (bazylia, tymianek), 2 ząbki czosnku (rozgniecione), sól, pieprz – zmiksować w malakserze (można trochę zostawić i drobno pokroić dla ciekawszej konsystencji)

1 papryka czerwona lub zielona, 1 cebula – pokroić w drobne paseczki/talarki

Schłodzić gazpacho w lodówce, pokrojone warzywa umieścić w estetycznej misce i niech każdy sobie dodaje do swojej miski. Można posypać grzankami czosnkowymi. Pyszne i proste, polecam na te upały.

Odp. na tytułowe pytanie: dziecko ;)

PS. Czuję się dobrze (dziękuję :)), brzuch mi opadł, ale Małej się nie spieszy, do terminu porodu nieco ponad 2 tygodnie. Wybraliśmy szpital Ż., ale na odwiedziny zapraszamy, jak wrócimy do domu. No, chyba że teraz. :)

Zaległości

Wiem, wiem… Dawno mnie tu nie było. Ale trochę się dzieje i nawet nieco wakacji było w międzyczasie, do tego część (ach!) bez komputera. Z tworów-stworów:

  • Faza na misio-ludziki (a nawet pannę Zającównę)

Zwierzaki

  • Gąsienice – parka

Gąsienice

Przygotowujemy się intensywnie na przyjście Córy, ale Małej się nie spieszy – już ma zielone światło, ale Doktorek daje namjeszcze co najmniej 2 tygodnie. A ja się doktoryzuję z porodu, obsługi noworodka, gadżetów (np. jaki termometr najlepszy? czy i jaki smoczek? jaka chusta do noszenia?). Oświrnąć można, ale też dojść do konstruktywnego wniosku, że każdemu co innego pasuje i trzeba mieć zdrowy dystans do wszelkich Prawd Objawionych Opieki Nad Dzieckiem (POOND). ;)

Wiejskie wakacje

Znów stróżowanie na rodzicielskich włościach. Zasadniczo samotne, ale może to i dobrze. Pewnie przez kolejne naście/dziesiąt lat będę marzyć o tym, żeby mi nikt nie zawracał głowy. ;)

W bólach powstało już pół artykułu naukowego, bez bólu za to – słoneczko:

Jakby ktoś miał ochotę jednak mnie odwiedzić, to zapraszam – przyjmę z honorami. W ofercie coś na ząb i do picia, a wieczorem przyjemny relaks pod gwiazdami przy koncercie cykad. M. i Sz. przetestowali, podobno warto. ;)

Zabawki

Wiecie co? Z wycieczki nic nie wyszło. No, chyba że zaliczyć prawie 2-godzinną sielanę na Bielanach (dopóki nas komary nie wygoniły). A stało się tak dlatego, że złoczyńcy ukradli auto naszym niedoszłym towarzyszom wyprawy. :/ Tak sobie myślę czasem, że kara w postaci obcinania rąk złodziejom to nie jest taki zły pomysł…

A tymczasem w minionym tygodniu zaczęliśmy uczęszczać na szkołę rodzenia. Trzeba się zmierzyć z Nieuniknionym, więc się przygotowujemy. Pani psycholog tak przekonująco opowiadała o depresji poporodowej, że cały następny dzień miałam doła. :] A w czwartek wieczorem zwiedziliśmy porodówkę szpitala Ż., która wygląda na bardzo sprzyjającą aktywnemu rodzeniu, natomiast po tej imprezie funduje warunki w rodzaju zielonej szkoły – po 4 matki z dzieckiem w pokoju z otwartymi drzwiami i personel co chwila sprawdzający, jak to się wyraziła pani położna, “jak hitlerówy”, czy już położnice nakarmiły potomstwo piersią, jak trzeba. Świetna reklama.

Jak wiadomo, odstresowaniu świetnie służą prace ręczne. I tak wyprodukowałam czapeczkę, która chyba szybko stanie się czapeczką lalki naszej Córeczki, bo jest dość mała:

No i skończyłam ośmiornicę, która właściwie (zgodnie ze wzorem) jest sześciornicą. Myślę, że w tych dniach nie ma innego wyjścia, jak nazwać ją Paul. ;)

(Proszę zauważyć – tło w kolorze głębi morskiej. I nawet paprochy robią za plankton. ;))

Tworzy się jeszcze maskotka-słońce, z ulubionymi przez dzieci spiralnymi promykami do ciamkania. Zdjęcie wkrótce.

No i – last but not least – należą się gorące gratulacje dla Państwa D., którzy wczoraj połączyli się sakramentalnym węzłem małżeńskim. Ach, co to był za ślub! Wielkie dzięki za świetną imprezę i okazję do potańczenia disco-tepa w ósmym miesiącu ciąży. ;)

Podobno są wakacje

Odczułam to dopiero w ten weekend – taki przyjemny. :)

Impreza goni imprezę – jedni bronią pracy mgr (graulacje!) przed słynnym promotorem wersji letniej, tj. w hawajskiej koszuli, inni świętują zakończenie sesji arabskim party (dzięki, Z.!), przy czym okazuje się, że co poniektórzy się szczęśliwie zaobrączkowali (Kl Khyr! – podpowiada Wujek Gugiel :)). W międzyczasie na doktoranckiej imprezie na koniec roku jest okazja, żeby poznać kolejnych “towarzyszy niedoli” (przy czym okazuje się, że zapoznają się również po raz pierwszy doktoranci z jednego zakładu :]).

I wakacje to też, z tego co pamiętam, leniwe dni, jak dzisiejszy, z takim uroczym popołudnio-wieczorem u M., z którą wybierałyśmy wzory na sweterki dla Małej. Błyskawicznie się takie robi, twierdzi Ciocia M., a ja nie protestuję, choć takie cudeńka z warkoczami wyglądają mi na arcytrudne. I do tego rozmowa i truskawki i muffinki i robienie biżuterii i film. Polecam.

Trudno mi to ubrać w słowa… Myślę, że za takie spotkania, kiedy zwyczajnie-niezwyczajnie jestem z Drugim Człowiekiem i z tego bycia, z rozmowy, rośnie mi w środku Ciepłe, Dobre Coś, jestem najbardziej wdzięczna. :)

No, chyba, że bardziej jestem wdzięczna za to, że rośnie mi wewnątrz Ktoś, kto się przeciąga i gimnastykuje, Kogo hoduję i wyczekuję… I Kto mi w żebra wsadza taką oto stópkę:

A jutro jedziemy na wycieczkę, więc będą jeszcze-bardziej-wakacje. Juppi!

Co się jeszcze robi w wakacje? Bo nie do końca pamiętam…

Dawno nie padało

Ledwie obeschła ziemia namoknięta jak gąbka po powodzi, a tu znów pada. Ale przynajmniej w tej temperaturze lżej nosić te dodatkowe 7 kg.

Tymczasem Ciężarówka powoli zwalnia – pożegnała się ze szkoleniami na jakiś czas (chlip…) i zaliczyła referat na konferencji (3 dni srutów-tutów [srut-tut?], ale zapoznany pewien profesor z mojej działki, no i kilka ciekawych wiadomości w głowie), a teraz zbiera zaliczenia z kursów.

W międzyczasie zdarza się coś upichcić. Ostatnio spontanicznie powstało coś na kształt tartaletek (inspiracja z zeszytu z wieczoru panieńskiego, wykonanie w foremkach od W. – dziękuję!).

Otóż robi się kruche ciasto z 50 g mąki i 50 g masła + esencja waniliowa i schładza w lodówce, wtedy bierze się owoce (były brzoskwinie, mogą być truskawki, borówki itd.), kroi, jeśli trzeba, posypuje cukrem pudrem i płatkami migdałów w wysmarowanych masłem foremkach, a na wierzch daje placki z ciasta. Wystarcza akurat na 4 foremki. Myślę, że można przepis udoskonalić np. skrapiając owoce jakimś alkoholem. :) A wyszło to tak:


Znakomite na poprawę humoru.

A poza tym, jeśli ktoś szuka pozytywów na deszczowy dzień, to polecam:

  • odnowić znajomość ze Starym Przyjacielem (i odkryć, że nadal świetnie się dogadujecie)
  • iść na koncert Muzyki Poważnej (Corelli, ach…)
  • zafundować sobie w pokoju żaluzje ;)
  • poszukać fajnych prezentów na najbliższe okazje (nie tylko Dzień Ojca w środę)

Dobre rady zawsze w cenie. ;)

Btw. szukam rad i opinii odnośnie pieluchowania berbeci (zwłaszcza nt. pieluch wielorazowych – od praktyków, i to z ostatnich 5 lat) oraz porodów w szpitalu Rydygiera (o Żeromskim, Siemiradzkim i Ujastku już wiem sporo, dziękuję :)).

Żar z nieba

A na straganach truskawki. :)

Wczoraj stworzyłam spontaniczne

Pierogi z truskawkami

ok. 330 g mąki, 1 jajo, szczypta soli (zapomniałam o niej i też był OK), 1/2 szklanki ciepłej wody – wyrobić mniej więcej

2 łyżki oleju – dodać i wyrobić wszystko porządnie, rozwałkować cieniutko i wykrawać szklanką

niecałe 1/2 kg truskawek – duże przekroić na pół, małe całe (bez ogonków, ma się rozumieć) wsadzić w środek i zalepić brzegi

Gotować ok. 5 minut od wypłynięcia. Jeść z jogurtem owocowym. Mniam. I jakie proste!


A poza tym, to dziś pierwszy dzień ostatniego mojego szkolenia w tym sezonie. I przerwa, chlip, na dobre parę(naście?) miesięcy. Jakoś to zorganizujemy. Słyszałam o trenerce, która jeździła na szkolenia z dzieckiem i mamą lub mężem w roli opiekunki, a w przerwach zajęć karmiła berbecia piersią. :) Może tego spróbuję.

Tymczasem idziemy spać, bo upał plus wczesne wstawanie to nie jest to, co ciężarówki i Brzusie lubią najbardziej… Młoda daje kopa na dobranoc!

Wsi spokojna

Zostałam strażniczką rodzicielskiego ogniska, a raczej trzódki na niecałe 3 dni i rozkoszuję się urokami wsi. Drzemka przy zachodzącym słońcu, świergot ptaków z rana (koty oszczędziły mi pobudki o piątej), nie wspominając o wannie. Ach.

Z wartościowych osiągnięć – wycieczka rodzinna do Renomowanych Sklepów Dziecięcych i wybór wózka dla Potomkini: X-lander XA. :) Teraz się rozglądamy po używanych, ale dzięki hojności Znajomych wystarczy, że znajdziemy stelaż ze spacerówką. Fajowo. Ale wybór równie ciężki, co samochodu.

Młodej się należy wytrzymały i funkcjonalny pojazd, a co. Wierzga radośnie dalej, kończąc właśnie 26. tydzień życia (28. tydz. ciąży). Ma coraz mniej miejsca i robi z moim brzuchem sceny jak z “Obcego” – uwypukla się to tu, to tam. Czasem uwypukla się do środka i trafia w interesujące narządy wewnętrzne. Ale spoko jest. Energiczna po Tatusiu.

Druga wartość dnia dzisiejszego – praca naukowa. :) Konferencja tuż-tuż, więc trzeba by przygotować coś mądrego do powiedzenia. Kilka pomysłów dziś opracowałam. Hurra.

A na koniec – polecam książkę wszystkim Rodzicom i Sympatykom: “Co tam się dzieje” Lise Eliot – książka o rozwoju mózgu i umysłu od poczęcia do piątego roku życia. To, co żądne wiedzy mamusie (i pewnie tatusiowie też) o zacięciu naukowym powinny wiedzieć, jak ich los pobłogosławi potomstwem. Żadne pitu-pitu z forów internetowych – tylko konkrety poparte badaniami. No i pisane przez trój-dzieciatą pracującą panią neurobiolog, więc jakże wiarygodne.

Wracam

I na powitanie – żółwik:

Zniknęłam, bo i czas był taki, że musiałabym pisać o sprawach trudnych, a to nie miejsce, żeby Was zasmucać. Jedni przychodzą, drudzy odchodzą. Ziemska powłoczka B. już jest w proszku i czeka na jutrzejsze ceremonie. A Mała rośnie i wierzga niestrudzenie. 26 tygodni ma skończone, czyli 7. miesiąc w toku. I wygląda na dziewczynkę. Na tapecie dwa imiona, ale mamy jeszcze czas na decyzję.

A dziś był piękny dzień z wycieczką wspinaczkowo-rekreacyjną do Bolechowic (chłopcy mają pamiątkowe zdjęcia ze wspinania obok legendarnego Korczaka, aaaach…) i pysznym obiadem z leniwą sjestą w Białym. Dobry dzień, piękna niedziela. I póki jesteśmy tu i teraz, trzeba wdychać powietrze pełną piersią i chwytać chwile. Zanim znikną. Bo nie zawsze można wrócić.

Następna strona »



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.